Zanetti: tajemnica długowieczności

Weteran Interu Mediolan, 40-letni Javier Zanetti wyjawia nam swą receptę na długowieczność

Dwadzieścia lat profesjonalnej kariery nie bierze się z przypadku. Jak się to panu udało? Szczęście dopisało?

Szczęście? W żadnym wypadku. Czysta sportowa pasja. Zapał do współzawodnictwa od zawsze napędzał mnie do podnoszenia umiejętności. Owszem, ważną rolę odgrywa klub i koledzy z drużyny, ale wszystko ma swój początek w głowie piłkarza.

Jak ważna jest odpowiednia dieta?

Piekielnie. Zawsze starałem odżywiać się zdrowo. Każdego dnia spożywam porcję makaronu z dressingiem, lekkim sosem bądź kropelką oliwy z oliwek i serem typu Parmezan. Czasem zdarza mi się zjeść peklowaną wołowinę, delikatnie skropioną cytryną. Jako Argentyńczyk nie wyobrażam sobie również nie zjeść od czasu do czasu mięsa z grilla. Jestem przy tym wyjątkowym szczęściarzem, bo nigdy nie miałem problemów z poziomem tkanki tłuszczowej.

Co z treningiem - czy ma pan jakiś specjalny program z nim związany?

Im bardziej przybywa mi lat, tym większą uwagę poświęcam ćwiczeniom na plecy i kręgosłup, niezmiernie ważnym w kontekście mojego sposobu gry. Wzmacniam także mięśnie brzucha i wykonuję zestawy ćwiczeń rozciągających każdego dnia, co ma dodatkowe znaczenie w kwestii odporności na kontuzje, szczególnie odkąd murawa na San Siro jest częściowo sztuczna. Moim konikiem jest wzmacnianie nóg, czasem zdarza mi się nawet robić to dzień po meczu. Nie jestem za to fanem rzeźbienia górnych partii ciała. Zdarza mi się jedynie popracować nad mięśniami ramion i klatki piersiowej.

 Czy postęp w medycynie sportowej niejako wydłużył pana karierę?

Z pewnością. Dwadzieścia lat temu na początku każdego treningu katowano nas sześcio- bądź ośmiokilometrowymi biegami. Teraz większość zajęć odbywa się z piłką. Nauka przeżyła niebywały rozwój, co pozwala nam dziś trenować i grać na najwyższym możliwym poziomie.

Uznaje pan za pomocny fakt, że większość kariery przepracował pan w Interze z tymi samymi trenerami od przygotowania fizycznego?

Trenerzy przychodzą i odchodzą, niemniej jednak przebywanie w stałym środowisku miało niewątpliwie pozytywny wpływ na moją kondycję. Wielu szkoleniowców stosuje podobne metody, więc po pewnym czasie jesteś bardziej w stanie zrozumieć, o co im chodzi. Szczególnie widoczne to jest w Interze, gdzie wszyscy, od masażysty po pierwszego trenera to najwyższy światowy poziom.

Jak dużo czasu daje pan sobie do końca kariery?

Na pewno pogram jeszcze przez rok. Dopiero po zakończeniu sezonu usiądziemy z klubem, przeanalizujemy moje samopoczucie mentalne, psychiczne oraz rolę w klubie i zdecydujemy, co dalej.